Piąty żywioł – odległość / 10.000 km (2014)

„Interakcja nie z ciałem, a duszą kochanków”

Siła obrazu Carlosa Marques-Marceta nie tkwi w czystej gwieździe gatunku, a pięknej poetyckości filmu, którego esencją jest prostota i przenikająca się z naszą codziennością rzeczywistość bohaterów. Reżyser podał nam z pozoru dzieło zamknięte w swoim ramach, doprawiając je jednocześnie przyprawą zmieniającą nie tylko wygląd, ale również smak melodramatu, który wręcz rozpływa się w naszych oczach – i co ważne, nie płaczemy!

W kadrach Marceta jesteśmy zamknięci z dwojgiem ludzi – kobietą oraz mężczyzną i ewoluującym uczuciem. Podglądając ich zmagania z żywiołem jakim jest odległość, która dosłownie potrafi niszczyć i dawać ukojenie tak jak słynne powietrze, woda, ziemia i ogień, przyjmujemy rolę obserwatora, osoby trzeciej. Wraz z pojawieniem się tytułowych 10.000 kilometrów oglądamy ich z perspektywy ich samych. Dzieli nas tylko albo aż ekran.

Fabuła filmu jest iście prosta, a mianownikiem całej historii staje się odległość, nie ważne ile kilometrów licząca, odległość pozostaje odległością a jej wielkość w duecie z czasem jest absolutna. Dzieło hiszpańskiego reżysera odziera z ubrań związki zmagające się z przestrzenią. Marcet nie dodaje i nie ujmuje im niczego, pokazuje jak jest – pięknie, cudownie, z czasem płaczliwie, zdradliwie i kolokwialnie ujmując do porzygania.

Reżyserowi udało się nie integrować bohaterów ze złem czy dobrem. Oddał chwilę tego buzującego wulkanu tak wiernie, iż momentami rozumiemy poczynania Alex (Natalia Tena) po to, by za chwilę zjednoczyć się z Sergi’em (David Verdaguer). Z każdą minutą filmu przekonujemy się, iż te tysiące kilometrów są niczym innym jak morzem emocji, z którymi zmierzają się bohaterowie. Marcet nadał kształt problemom i stworzył dzieło proste i w swojej prostocie wielkie. W 10.000 km nie ma krzyków, fajerwerków, bomb spadających na partnera pod wpływem frustracji wywołanej chwilą – jest spokój, mimo wielkich emocji. Jest apatia, przy pomocy której każdy kto dotknął problemu niepożądanej przestrzeni ma czas, by dokonać swojej własnej analizy, ma czas by dopuścić się swojej osobistej interpretacji i zastanowić się nad…

Kadr z filmu 10 000 km
Kadr z filmu 10 000 km

Jednego po tym filmie jestem pewna – nikt inny, nigdy, nie zrozumie tego dzieła w takim stopniu jak Ci, którzy przeszli bądź tkwią w oceanie odległości. Każdy punkt w tym wypadku jest styczny ze sobą, a każda łza bohaterów jest naszą łzą, naszym lustrzanym odbiciem.

Jednym z najpiękniejszych kadrów tego filmu jest zakończenie. Dla jednych podsumowujące banał filmu, dla drugich jest tylko przecinkiem oddzielającym kolejną część historii, okresu, z którym musimy zmierzyć się my, nie Alex i Sergi. Mimo otwartości jest ono integralne, spójne i zrozumiałe dla tych, którzy oglądali tę historię jak swoją własną.